Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowawca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowawca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 lutego 2018

Reklama dźwignią handlu, czyli dni otwarte...

Ostatni tydzień minął pod znakiem "Dni Otwartych" w okolicznych szkołach podstawowych. Wybraliśmy się sprawdzić jak to wygląda, jaka kadra, jaka forma zajęć dla pierwszaków i zerówkowiczów, czy jest w ogóle sens zmieniać szkołę Skrzata.
 
Skąd ten pomysł? Już wspominałem, że mieliśmy pierwszą konstruktywną rozmowę z Wychowawczynią Skrzata. Konstruktywną, to znaczy nie opierającą się jedynie na wyliczeniach co Skrzat zbroił przez ostatni tydzień, jakich kar ma za mało, co zaniedbaliśmy jak rodzice i czego musimy go jeszcze nauczyć. Tu od razu pojawia się dygresja. Jeśli to my pytaliśmy o to, jak Skrzat radzi sobie w szkole z nauką zachowań w grupie, jak jest wspierany w budowaniu poprawnych relacji z kolegami, to dostawaliśmy odpowiedź sprowadzającą się do tego, że "szkoła uczy, a nie wychowuje" i że to rodzie powinni go nauczyć poprawnych zachowań społecznych. I tu się zgadzam, bo tak naprawdę, to rodzice (przynajmniej w tym wieku dziecka) odpowiadają za wykształcenie u niego odpowiednich zachowań. Tylko, że środowiska szkolnego, za Chiny, nie damy rady odtworzyć w domu, a biorąc pod uwagę moje małe doświadczenie pedagogiczne, wątpię, czy teoretyczne przygotowywanie w domu załatwi wszystko. Bo co z tego, że na przykład ostatnio ciągle bawimy się w układankę "Dobre Wychowanie", w której Skrzat dokładnie wie, które dziecko zachowuje się dobrze, a które źle, jak w szkole całą teorię diabli biorą.
No i jeszcze jedno.
Po cholerę, w Podstawie Programowej Wychowania Przedszkolnego, wprowadzono poniższe zapisy, nijak mające się do przedstawianej nam roli szkoły, czyli: "uczy, a nie wychowuje":

1) wspomaganie dzieci w rozwijaniu uzdolnień oraz kształtowanie czynności intelektualnych potrzebnych dzieciom w codziennych sytuacjach i w dalszej edukacji;
2) budowanie systemu wartości, w tym wychowywanie dzieci tak, żeby lepiej orientowały się w tym, co jest dobre, a co złe;
3) kształtowanie u dzieci odporności emocjonalnej koniecznej do racjonalnego radzenia sobie w nowych i trudnych sytuacjach, w tym także do łagodnego znoszenia stresów i porażek;
4) rozwijanie umiejętności społecznych dzieci, które są niezbędne w poprawnych relacjach z dziećmi i dorosłymi;
5) stwarzanie warunków sprzyjających wspólnej i zgodnej zabawie oraz nauce dzieci o zróżnicowanych możliwościach fizycznych i intelektualnych;
 
Wiadome jest, że nauczyciel sam nic nie zrobi i wymaga to dobrej współpracy pomiędzy nim, a rodzicami. Z tym, że po przeanalizowaniu na spokojnie ostatniego spotkania z Wychowawczynią, zauważyliśmy, że zgodnie z Jej opinią:
 
- przez pół roku u Skrzata nie nastąpiła żadna zmiana zachowań i Ona (Wychowawczyni) nie wierzy, że cokolwiek zmieni się w przyszłości,
- tak, oczywiście akceptuje proponowane przez nas pomysły na motywację Skrzata do dobrych zachowań, ale nie widzi szans na ich powodzenie,
- sprawdziła już, dosłownie WSZYSTKIE, metody wychowawcze i żadna nie ma szans powodzenia,
- generalnie uważa, że Skrzat jest celowo złośliwy, wredny i robi wszystko tylko po to, by mieć z tego jakąś chorą satysfakcję.
 
To teraz pytanie.
Jak ma dalej wyglądać współpraca między nami a Wychowawczynią, a bardziej między Wychowawczynią a Skrzatem, skoro minęło dopiero pół roku, a przed nimi jeszcze trzy i pół?
 
I stąd się wzięło nasze zainteresowanie Dniami Otwartymi.
 
Jak na razie nie złożyliśmy deklaracji kontynuacji nauki w obecnej szkole, w związku z tym Wychowawczyni zapowiedziała, żebyśmy nie liczyli, że w innej szkole problemy znikną. Wiadomo, że nie znikną. Ale jak na razie szukamy kogoś, kto może zechce współpracować i szukać sposobu na , a nie autorytarnie stwierdzi, że ten przypadek jest beznadziejny.
 
Właśnie, miałem pisać o Dniach Otwartych, a wyszło całkiem co innego.
 
To jeszcze tak na szybko.
W jednej z odwiedzanych szkół rozmawialiśmy z Nauczycielką, która opowiedziała, że ma w grupie dziewczynkę z ewidentną nadpobudliwością i brakiem koncentracji. I musi ją mieć w ławce tuż przed sobą i co chwilę zerkać co ona robi. I musi co parę minut przypominać jej o skupieniu się na zadaniu. I musi dostosowywać jej zadania do tempa jej pracy. I musi oceniać ją indywidualnie, zgodnie z jej postępami, a nie na tle grupy.
I co najdziwniejsze, Nauczycielka mówiła o tym z uśmiechem, a nie miną skazańca.